Michał, Darek, Jacek, Feli, czyli największe porażki scenarzystów.

Blog, 9 stycznia 2013

Borysa Orłowa udało się uratować, więc siłą rzeczy wpis musi być o polskich serialach.

Nie wiem, czy też to zauważyliście, ale parę lat temu nastąpił jakiś boom na obsadzanie w polskich serialach aktorów ze wschodu. Na dobrą sprawę każdy polski serial dorobił się swojego ukraińskiego (najczęściej) aktora w stałej obsadzie. W Klanie pojawiła się słynna Ciocia Stasia, w Złotopolskich Alosza Awdiejew, Na Wspólnej Borys Orłow, w Barwach Szczęścia aż dwie Ukrainki: Oksana i Ludmiła, w Plebanii Weronika Marczuk (Pazura) grała Wierę, no i moglibyśmy jeszcze wymienić kilka przykładów, gdybyśmy mieli kilkadziesiąt minut i chęć do tego, żeby się zagłębiać dalej w fabułę.

Jako, że najsłynniejsza serialowa postać zaciągająca ze wschodu, to Ciocia Stasia vel Pani Stanisława z Klanu, dziś tylko i wyłącznie o Klanie będzie mowa.

W komentarzach pod ostatnim wpisem pojawiło się pytanie, dlaczego w liście swoich guilty pleasures nie wymieniłam Klanu, który bardzo lubię i oglądam od zawsze. Trochę się obruszyłam, bo o mojej miłości do Klanu wie chyba każdy, kto miał ze mną styczność, więc nie muszę się przyznawać do czegoś, o czym powszechnie wiadomo. Jednak parę minut potem pomyślałam, że to faktycznie może być uważane za siarę, tym bardziej, że obiektywnie rzecz biorąc jestem młoda, a młody widz nie ma w Klanie czego szukać.

Zaczęłam się zastanawiać na czym polega fenomen beznadziei wiążącej się z tym serialem i odpowiedź moim zdaniem jest tylko jedna: beznadziejnie zbudowane postaci.

Klan został mylnie nazwany telenowelą, gdyż ewidentnie nią nie jest. Telenowela to twór z Ameryki Południowej i Środkowej i dotyczy praktycznie tylko i wyłącznie tworów w stylu Luz Marii, Niewolnicy Izaury itp. Klan to opera mydlana, choć w Polsce to określenie się zupełnie nie przyjęło, a też nie wydaje mi się, żeby pasowało do Klanu w stu procentach. Dla mnie Klan to bardziej saga lub powieść telewizyjna.

Siłą rzeczy, scenariusz takiego tworu, jakim jest Klan, czyli taki trochę ni pies, ni wydra, w dodatku targetowany do zdecydowanie starszej widowni, musi być specyficzny: rozciągnięty w czasie, przerysowany przy zachowaniu większości realiów (wyłączając z nich zwyczaje młodzieży) i, momentami, durny. Nie obwiniam zatem scenarzystów za spieprzenie scenariusza, co za napisanie kompletnie beznadziejnych postaci i prowadzenie ich niezmiennie w tym samym stylu.

Przykład? Michał Chojnicki.

image

Oj, Michał, Michał…

Na początku utalentowany, ale zbuntowany i durny, wpakował się w jakieś ciemne układy, potem dostał kontuzji, nie mógł chodzić, spiknął się ze swoją fizjoterapeutką. Potem nie pamiętam, ale skończył finalnie u boku byłej narkomanki, której spłodził bliźnięta, ona zaczęła znowu ćpać, uciekła od niego do jakiegoś gangstera, potem Michał zaliczył kilka lasek, między innymi zarażoną HIV pannę w knajpie i cudem uniknął zakażenia, aż potem wylądował przed ołtarzem z pieprzniętą panną, która puściła go kantem z niemało walniętym szefem i zaszła w ciążę (cudem się okazało, że to jednak dziecko Michała). Michał wrócił do ciężarnej żony, która w końcu urodziła, a Chojnicki zamiast stanąć na wysokości zadania, wpuścił do domu swoją teściową, która rządzi w domu i mówi mu jak ma wychowywać własne dziecko. Misiu-Popierdóła znalazł na to fantastyczny sposób – znalazł sobie kochankę.

Koleś nie potrafi zrobić niczego – kupić prezentów, wyjść z dzieckiem na spacer, rządzić w domu, zrobić to co obiecał, ugotować, nawet jak podrywa babkę w knajpie, to wtapia. Nie wychodzi mu żaden biznes, ani sukces, a jak coś mu się udaje, to teściowa bierze to do rąk, upuszcza i tłucze (tak było pewnym prezentem, który udało mu się kupić). Poza tym, kim musi być facet, który swojej żonie w prezencie mikołajkowym kupuje przewijak?

Druga fujara to Darek, mąż Czesi.

image

Darek przyłapany na kolacji z kochanką (a także jego szefową)

Jezu, ten gościu jest po prostu t.r.a.g.i.c.z.n.y. Nie wiem skąd Czesia go wytrzasnęła, ale był to najgorszy wytrzask jej życia. Już nawet nie będę się zagłębiać w dzieje jego postaci, bo nie ma o czym pisać. Można wszystko zamknąć w cyklu powtarzającym się co jakiś czas.

image

Cykl życia Darka z Klanu

Kolejna złota postać na koncie scenarzystów z Sadyby, to Jacek Borecki.

image

No właśnie, Jacek, WTF?!

Dla przypomnienia, Jacek jest mężem Beaty (córki Elżbiety i Jerzego-Knorra). Beata jednak zniknęła z serialu, bo zaginęła, jednak okazało się później, że zwyczajnie uciekła i nie chce, by rodzina nawiązywała z nią kontakt. I mimo, że ma dwójkę dzieci (to temat na esej psychologiczny), to jej się nie dziwię, że zwiała od takiego pajaca jak Jacek.

Jacek mógłby sobie przybić pionę z Darkiem w kwestii wierności, z Michałem w kwestii zaradności, a z kijem od miotły w kwestii charakteru.

Współczuję wszystkim bankowcom, bo tak czarnego pru, jak Jacek, nikt nie mógł im zrobić. Odkąd oglądam Klan, mam przekonanie, że ktoś pracujący w banku na wyższym szczeblu, jest sztywny, nijaki, sfochowany, nie potrafi zadbać o dom i o rodzinę, wiecznie ma skwaszoną twarz, jest kompletnie niekreatywny i beznadziejny. Poza tym, który dyrektor banku mieszka z żoną i dwójką dzieci w dwupokojowym mieszkaniu z najtańszymi meblami z Ikei, a do domu wyprowadza się tylko dlatego, że żona wzięła się za biznes i otworzyła swoją firmę kosmetyczną?

Kilka tygodni po zaginięciu swojej żony, Jacek przygruchał sobie młodą pannę, której z sukcesem, jak na razie, nie zdradził. Wykryto mu guza (okazało się, że niezłośliwego), co nie przeszkodziło mu zachowywać się jak skończony dupek i cham i obwiniać wszystkich dookoła na zasadzie “dlaczego to ja mam kuku, a wy nie?”.

Radzę Niklińskiej spierniczać od tego żalowego kolesia, bo to bardziej, niż pewne, że za chwilę skoczy w bok; możliwe, że do największej sexbomby w Klanie, która powiła mu syna o bardzo polskim imieniu – Pedro.

image

Największa sexbomba w Klanie, Barbara.

Wiecznie Uniesiona Brew i Dzióbek vel Niezadowolona Princessa

image

Bożenka i jej naturalna, sympatyczna minka

Fajnie, że zdała maturę, że poszła na studia, fajnie, że pracę maturalną pisała o swoim bohaterskim zmarłym ojcu Ryśku, fajnie, że ma przystojnego chłopaka i że chce zostać dziewicą aż do ślubu. Tylko po co robić z niej pannę, z którą nie da się wytrzymać dłużej, niż pięć minut?

Biada ci, człowieku, któremu Bożenka strzeli focha. U niej fochy nie idą w kwadranse, ani godziny. Foch Bożenki, to minimum tydzień.

Biada ci, szczęko Bożenki, która to zaciskasz się na końcu każdej wypowiadanej kwestii, gdy Bożenka mrużąc oczy i unosząc brew, składa usteczka w dzióbek.

Biada ci, organizmie Bożenki, który tragicznie źle reagujesz na kilka pociągnięć skręta.

image

Bożenka w trakcie narkotycznego upojenia marihuaną

Doktor Lubicz

image

Największy autorytet w Klanie w luźniejszym wydaniu

W sumie nawet nie ma co go hejtować, bo nie jego wina, że ktoś mu napisał tak beznadziejne dialogi, że facet nie potrafi się wypowiadać inaczej, niż podstarzały średnio udany biznesmen próbujący pokazać, że zna trudne słowa i że ma poczucie humoru na jakimś biznesowym raucie.

Lubicz ma małego synka, a zwraca się do niego, jak do innego zapalonego golfisty i  doktora żartownisia. Poza tym, nie kumam, jak można być takim bufonem i tak słabo wierzyć w swoje własne dziecko, wmawiając mu, że tylko mu się wydaje, że potrafi przewidywać u ludzi choroby (tak było).

Racji bytu tej postaci kompletnie nie kumam.

image

Feli, konkubent Moniki Ross. Brak słów, by opisać poziom żalu tej postaci.

W sumie ręce mi opadają przy próbie podjęcia się opisu postaci Feliksa, który jest bezrobotnym akwizytorem tymczasowo zatrudnionym jako zaopatrzeniowiec w restauracji swojej konkubiny, do której się przyczepił jak pijawka. Choć może to przestroga dla ludzi, których główną ambicją życiową jest zostać prezesem.

Powinnam tu jeszcze ująć chorego na schizofrenię Norberta, któremu by już mogli dać spokój, bo znowu ma nawrót choroby, Zyty beznadziejnej do bólu, biznesmena Rutki, Olki robiącej studia planowo przez siedem lat, Jasia i Błażeja oraz Małgosi, ale już sobie podaruję, bo wbrew pozorom, mam też życie poza internetem.

Na koniec chciałam tylko oddać Klanowi małą cześć, a mianowicie widziałam ostatnio scenę (opuściłam omyłkowo kilka odcinków), w której Agnieszka siedzi w kawiarni z Michałem Lesieniem (Janusz) i wychodzi na jaw, że się całowali kilka dni wcześniej. No… i muszę przyznać, że Lesień (jako obiektywnie przystojny facet), po raz pierwszy w życiu mi się podobał i wyglądał bardzo atrakcyjnie. 

PS.

Kilka razy ktoś mnie prosił o napisanie czegoś o Olbrychskim i jego roli, jednak na razie nie mogę go do końca wyłapać, poza tym, że jest dość specyficzny i tajemniczy. Jak okaże się, że ma jakiś swój “klanizm”, na pewno podejmę jego temat :)