Jeśli jesteś smutny…

Blog, 18 czerwca 2014

Ten wpis miał być o czymś zupełnie innym, ale to, że dziś każdy plan, który miałam, potoczył się inaczej, sprawiło, że podzielę się z Wami ogromnym, ale potwornie skromnym odkryciem, którego przez przypadek byłam świadkiem. I tak, wpis jest związany z “Klanem”, ale absolutnie nie jest prześmiewczy.

W moim życiu panuje ostatnio dość dziwny czas. Być może związany jest z tym, że coraz bardziej zwracam uwagę na rzeczy, które dotychczas kompletnie ignorowałam, lub nie byłam ich świadoma, a może – po prostu – dojrzewam. Zaczęłam, na przykład, bardzo zwracać uwagę na osoby, którymi się otaczam i które się do mnie zwracają. Dzięki temu, udało mi się nawiązać bardzo wartościowe dla mnie relacje, poznać kilka bardzo inspirujących i interesujących ludzi, a także pogłębić znajomości, na których zwyczajnie zaczęło mi bardzo zależeć. Do tego wszystkiego zaczęłam słuchać, co inni mają do powiedzenia.

Miałam niesamowitą przyjemność spędzić niezwykły weekend z Patrycją, która jest jedną z tych świadomie pogłębionych relacji. Myślę, że obie nieco zaskoczyłyśmy się tym, ile rzeczy można zrobić w tak krótkim czasie i jak świetnie można się bawić i spędzać skurczony do kilkudziesięciu godzin czas. No, ale nie o weekendzie tu mowa, więc nie będę się rozpisywać, jak było super i dlaczego.

Śniadania jadłyśmy w akompaniamencie “Klanu”. Każda nad swoim talerzem, z drugą zaparzoną kawą w kubku. Co chwila rozśmieszał nas jakiś motyw z księżyca w tej mojej ukochanej telenoweli, gdy nagle przyszedł czas na scenę zapowiadającą się groteskowo.

Maciuś, którego nie trzeba nikomu przedstawiać, stał dość elegancko ubrany w kuchni i widać było, że scena ma miejsce rano. Gotował coś i było to coś zdecydowanie bardziej zaawansowanego, niż woda na herbatę, czy jajka na twardo. Do kuchni weszła zaspana Grażynka (mama Maćka) i zobaczywszy go w tym stanie, ze słusznym zdziwieniem spytała co robi.

– Robię obiad.

– Ale jest wcześnie rano, przecież to czas na śniadanie.

– Ale ja robię obiad dla wszystkich.

– Widzę, ale dlaczego?

Grażynka spojrzała na syna z takim samym pytaniem w spojrzeniu, jak i wzruszeniem zarazem.

– W szpitalu mi powiedzieli, że jeśli będę smutny, to mam zrobić coś dobrego dla innych. Więc robię obiad, żeby sprawić wam wszystkim przyjemność.

Serio – zatkało mnie. Patrycję też.

Bo groteskowa sytuacja, bo mizerny serial, bo jeden z najczęściej obśmiewanych wątków w historii polskich seriali, bo to serial, w którym rzeczywistość biegnie w jakimś innym kosmosie. I wśród tych wszystkich powodów, dla których “Klanu” oglądać się nie powinno, taka prosta i ważna prawda.

Nie wiem, kiedy będę znów smutna (ale to, że się zdarzy jest bardziej niż pewne), a ja już wiem, że pomyślę o tej niezwykłej i ujmującej scenie, w której dostałam receptę na to, żeby choć trochę ten świat był lepszy.

651214a972ebb326bf19a887110c040b

 

 

Kategorie: