Najlepsze panie domu z seriali, które zdarzyło mi się pokochać

Blog, 3 października 2012

To żaden sekret, że kocham seriale. Ludziom, którzy nie dali się wciągnąć w romans z tą formą kina, obce są fascynacje, które kilka razy do roku przeżywam. Głównie w okresie cliffhangerów i finałów kolejnych sezonów. Dla ludzi, którzy nie podzielają mojej miłości, serial to Moda na sukces, Luz Maria i Złotopolscy. Śmiem twierdzić, że nie ma na tym świecie osoby, która nie byłaby w stanie choć raz wciągnąć się w jakiś serial bez reszty. Ja dałam się wciągnąć kilkadziesiąt razy i żyję w pełnej symbiozie z bohaterami moich ulubionych tytułów.

Dlaczego miałabym nie wykorzystać mojej miłości i nie napisać o inspiracjach, jakie z nich czerpię? Postanowiłam więc dziś podzielić się z Wami moimi serialowymi guru – idealnymi i mniej idealnymi paniami domu, gospodyniami, matkami, żonami i kobietami.

Gloria Pritchett

Moja najnowsza fascynacja, jako, że dopiero dwa tygodnie temu za namową mojej nowej współlokatorki obejrzałam kilka odcinków Modern Family. Ostatnio tak bardzo śmiałam się przy How I Met Your Mother, a i tak wydaje mi się, że przy Modern Family śmieję się dwa razy częściej. Najbardziej bawią mnie trzy osoby: Luke Dunphy, Manny Delgado, oraz jego matka, niesamowicie piękna (a nie jestem koneserką latynoskiej urody) i obdarzona niesamowitym temperamentem Gloria Pritchett.

Mimo, że Pritchettowie żyją na wysokim poziomie i Gloria nie musi się specjalnie zajmować domem, czasami możemy ją spotkać podczas gotowania jakiś kolumbijskich potraw. Niemniej jednak uważam ją za rewelacyjną panią domu.

Jeśli miałabym określić ją jednym słowem, byłaby to “akceptacja”. Gloria ma bowiem wobec siebie szereg wymagań, z czego najważniejszym jest, by zawsze akceptować i wspierać swoje dziecko, które, umówmy się, dość odstaje od przeciętności. Dzięki Glorii jej syn, Manny, nie jest wyrzutkiem w szkole, jest pewny siebie, nie ma zamiaru zmieniać się na siłę i dostosowywać do poziomu ogólnoprzyjętej normy. Pani Pritchett jest też bardzo cierpliwa, szczególnie w relacji z córką swojego męża, Glorią, odtrącającą ją na każdym kroku.

Gloria, w przeciwieństwie do Claire Dunphy, pozbawiona jest zazdrości, rywalizacji, ogromnej chęci bycia w centrum uwagi oraz rodziny, przy czym udaje jej się wszystkich do siebie przyciągać.

To, co ujmuje mnie w jej postaci, to także waleczność i gotowość w każdej chwili zareagować, gdy ktoś będzie próbował skrzywdzić, obrazić lub zaszkodzić komuś z jej rodziny. 

Przy całym moim zachwycie do Glorii Pritchett, mam smutną pewność, że być może będę kiedyś panią domu na wzór innych postaci, jednak nią nigdy nie zostanę. Połączenie piękna, seksapilu, temperamentu i humoru w takich proporcjach jest idealne, a ten ideał przytrafił się tylko raz – w rodzinie Pritchettów.

Lynette Scavo

To chyba takie optimum do jakiego dążę w swoim życiu. Lynette to kobieta, która jest wszystkim: matką, żoną, kochanką, przyjaciółką, wojowniczką, businesswoman. Moim zdaniem to najciekawsza postać w Desperate Housewives, bo była postacią autentyczną, była najbardziej prawdziwa i najbardziej bliska milionom kobiet na świecie.

Na Wisteria Lane nie było rodziny większej od rodziny Scavo, Lynette urodziła piątkę pięknych dzieci, którymi zajmowała się przez większość swojego życia, choć widać było przy ostatniej ciąży, jak wielki był to dylemat. Obserwowaliśmy jak kobieta będąca matką już czwórki dzieci, wracająca na szczyt porzuconej kilka lat wcześniej kariery, przeżywa dramat, gdyż chce wreszcie spełnić się zawodowo, a prawdopodobnie już nigdy nie będzie to możliwe przez tę ostatnią ciążę. Widzieliśmy ją jak poświęca swoje marzenie dla rodziny, jak z ciężkim sercem znosi ten wybór i ponosi jego konsekwencje. Jej postać była o tyle niesamowita, że odbywało się to bez fajerwerków, sztucznych happy-endów, była gorycz, był smutek, tlący się gdzieś żal, ale było też nieprzesadzone piękno rodzinnego szczęścia.

Lynette, podobnie jak Gloria Pritchett, była prawdziwą lwicą, gdy w grę wchodziła jej rodzina lub bliscy. Czasami denerwowały mnie jej intrygi, które knuła, bo była przekonana, że wie coś najlepiej i nikt prócz niej, nie będzie w stanie doprowadzić sprawy do końca.

Nie zapominajmy, że Lynette jako jedyną postać z serialu dotknęła choroba nowotworowa. Z doświadczenia wiem jak wygląda życie osoby chorej, jak zmienia się świat, gdy nagle trzeba walczyć o czyjeś życie. Lynette zrobiła to z charakterystyczną sobie wprawą, siłą, godnością i humorem. Bez ckliwych cytatów, pouczeń, bez przesadnych dramatów – przeżyła chorobę wręcz podręcznikowo, o ile w takiej sytuacji obowiązują jakieś zasady.

Myślę, że postać Lynette, rewelacyjnie odegrana przez Felicity Huffman, była najszerzej obejmującą wszystkie kobiety. Liczna rodzina, kłopoty finansowe, kariera, jej brak, problemy z dziećmi, rozstanie z mężem, choroba, borykanie się ze swoim wiekiem i przekwitaniem, nadopiekuńczość, dobroduszność oraz stanowczość to cechy opisujące większość matek i pań domu zmagających się z życiem.

Zauważcie, że Lynette jako jedyna z przyjaciółek wciąż sprawiała wrażenie młodej dziewczyny tuż po collegu. Nawet młodsza od niej Gabrielle Solis była mentalnie o wiele “starsza”, zakopana gdzieś w miłości do luksusu, szpilek i drogich sukienek. No, i jako jedyna z bohaterek serialu, nigdy się nie rozwiodła.

Betty Draper

To najbardziej odbiegająca od mojego wyobrażenia o dobrej żonie i matce postać, jednak o ile nie jest moim wzorem, to z pewnością jest inspiracją. W pierwszym sezonie Mad Men uwielbiałam Betty i właściwie nadal po cichu chciałabym, żeby jej związek z Donem Draperem znów stał się rzeczywistością.

Betty znalazła się tutaj z pewnością dlatego, że zostałam biologicznie zaprogramowana, że najlepsze pary to pary pięknych blondynek z przystojnymi brunetami, a para Draperów spełnia te kryteria z nawiązką.

Za co więc Betty? Za kreacje, za idealny porządek w domu, za kolację o czasie, za bycie idealną wizytówką dla swojego męża, za bryczesy, za papierosa palonego z gracją, za piękne sukienki i koszule nocne. Niestety z niesmakiem patrzyłam na jej palenie i picie alkoholu w ciąży, ale to specyfika tamtych czasów, nie zaś jej wina. Ze swoim brakiem cierpliwości i pewnym przerażającym mnie momentami okrutnym chłodem z pewnością nie jest dobrym wzorem matki. Ale przyznajmy szczerze, która z nas nie chciałaby być jak Betty Draper?

Anna Holubová

To wybór wynikający z mojej fascynacji nie tylko serialami, ale też dawnymi czasami i Czechosłowacją. Anna Holubová, bohaterka kultowego serialu Kobieta za ladą (Žena za pultem), to przykład prawdziwej bohaterki. Zostawiona przez skrajnie nieodpowiedzialnego męża w czasach ciężkiej komuny, zmuszona jest podjąć pracę w sklepie spożywczym. Do tego wychowuje dwójkę dorastających dzieci, które także wymagają sporej uwagi.

Czas mija, Anna oddaje się bez reszty swoim obowiązkom w pracy i w domu, zmagając się przy tym z kłopotami męża, który wyszalawszy się próbuje wrócić do domu i nie dba zupełnie o własne potrzeby. W końcu na jej drodze staje nowy mężczyzna, klient jej sklepu. Anna może zacząć nowe szczęśliwe życie, jednak przychodzi jej to z wielkim trudem.

Postać Anny Holubovej może niektórych, szczególnie dziś, śmieszyć, jednak jest to świetny przykład tego, jak żyły nasze babcie czy matki. Z jakimi problemami i w jakiej rzeczywistości musiały żyć i jak bardzo wówczas było inaczej. A mimo to, mam wrażenie, że momentami było lepiej. Pełniej, bardziej ludzko.

Polecam zobaczyć cały serial, tym bardziej, że nie jest to trudne, gdyż składa się on tylko z dwunastu odcinków powszechnie dostępnych w sieci. Warto czasem się zatrzymać i zobaczyć jakim luksusem jest nasza beztroska. Możemy same decydować o własnym losie, właściwie w ciągu kilku dni możemy znaleźć się na drugim końcu kraju czy kontynentu i zacząć wszystko od nowa. Anna Holubová przypomina nam dzisiaj o tym, że jej ówczesny sufit, to nasza dzisiejsza podłoga. I o tym w jakim luksusie żyjemy dziś.