Skip to content

Dzień rozpoczynasz wczesnym rankiem. Wstajesz tak wcześnie, bo nie potrafisz spać dłużej. Codziennie masz czas na to, by po przebudzeniu jeszcze poleżeć chwilę i pogrzać się pod kołderką. Następnie idziesz do posprzątanej kuchni, nastawiasz wodę na kawę i w trakcie gotowania wody dokonujesz porannej toalety. Ubierasz się zawsze schludnie i przyjemnie dla oka. Kawkę wypijasz przy włączonym radiu, palcem zbierasz ze stołu okruszki, które jakimś cudem się na nim znalazły, po czym wychodzisz, jak co dzień, do pobliskiego sklepu po sprawunki. Na liście zakupów masz świeże bułeczki, jarzynę na zupę, chude mięsko na drugie danie, ciasteczko lub cukierki na wagę, jakiś owoc, twaróg, rzodkiewki, wędlinę. Wracasz do domu, rozpakowujesz zakupy, jesz świeżą bułkę z masłem na śniadanie i stawiasz jarzynę na zupę. Potem wstawiasz pranie do pralki, meble przecierasz ściereczką nasączoną Pronto, a zupa wesoło bulgocze na gazie. W końcu siadasz spokojnie w fotelu z kubkiem świeżo zaparzonej owocowej herbaty, do której zjesz zakupione przed chwilą ciasteczko, wyciągniesz krzyżówki i w takt piosenek z radia, będziesz je rozwiązywać.

Taki obraz mam w głowie, gdy myślę sobie o emeryturze. Jawi mi się ona jako wakacje od przykrych obowiązków i pełnia wolności. Na emeryturze nic nie musisz: ani chodzić do pracy, ani dostosowywać się do czyichś zachcianek. Masz mnóstwo czasu, wewnętrzny spokój, uśmiech na twarzy i wizję błogiej, pachnącej kawusią i starymi książkami przyszłości.

Nie mam planu na życie, ale na emeryturę owszem. Do czasu osiągnięcia wieku emerytalnego planuję zamieszkać w kamienicy i mieć skrzypiący parkiet na podłodze, a w dużym pokoju jasne ściany, w tym jedną będącą od podłogi do sufitu regałem na książki. W tym moim emeryckim mieszkaniu będzie również stół z krzesłami, przy którym będzie się jadać i pić kawę z filiżanki, a także popołudniowy koniaczek. Zamierzam na emeryturze nosić ołówkowe spódnice do kolan, albo ołówkowe spodnie 7/8 wyprasowane w kant. Na górze sweterek i bluzeczka z kołnierzem. Nie mam jeszcze pomysłu na fryzurę, bo nie wyobrażam sobie siebie w krótkich zakręconych włosach, ale też nie mam pomysłu na koczki. Myślę, że raczej osiwieję, ale na razie na głowie znalazłam jeden siwy włos, podczas gdy starsze pokolenia w mojej rodzinie już były siwe w tym wieku.

Będę kochać książki, picie różnych napojów, które z założenia pije się w filiżankach, koniaczek, którego jeszcze nie potrafię nawet powąchać, oraz pogaduszki z moimi sąsiadkami. Do emerytury chcę nauczyć się nosić biżuterię, bo chciałabym nią dzwonić podczas wykonywania moich delikatnych babcinych ruchów.

Święta będą odbywały się u mnie, gdyż mój dom nagle zacznie pełnić rolę serca całego rodu, będziemy śpiewać kolędy, które któreś z moich dzieci, albo wnuków zagra na pianinie (oczywiście będzie stać w salonie), a w święta moja rodzina wyglądać będzie jak każda niemiecka rodzina z reklamy Jacobsa. Wszystko będzie mnie cieszyć, bo będę mieć świadomość, że gdyby nie ja, to prawie nikogo z tych osób, które goszczę przy wigilijnym stole, by nie było na świecie.

Latami nie mogłam doczekać się swojej emerytury, złoszcząc się na los, że emerytem nie można być wcześniej. To wyczekiwanie na nią zaczęłam sobie rekompensować kupując czasopisma przeznaczone raczej dla starszych pań, oraz zaczęłam oglądać naprawdę stare seriale, by choć na chwilę poczuć się nieco starzej, a już na pewno bardziej nostalgicznie.

Snułam te emeryckie wizje i naprawdę planowałam piękną przyszłość, dopóki nie przyszła moja prognoza z ZUSu. A według niej – owszem – stać mnie na moje wymarzone życie emeryta, ale przez mniej więcej trzy dni. A potem ogarnęła mnie panika: za co ja będę żyć na starość?

Zdarzało mi się pracować na umowach o pracę lub zlecenie, gdzie składki do ZUS są odprowadzane. Przy założeniu, że będę mieć tyle szczęścia, że przez kolejnych 40 lat będę pracować na umowach o pracę, nabrałam przekonania, że na emeryckie kieszonkowe sobie jakoś uciułam. No, tyle, że ja ze swoimi wolnościowymi zapędami na pewno nie wysiedzę na żadnej ciepłej posadce kilku lat, co dopiero ćwiartki stulecia.

Największą zmorą dorosłego życia okazała się wizja dalekiej przyszłości, na którą nie będzie mnie stać. I tak, jak nigdy nie udało mi się zaoszczędzić złamanej złotówki, tak zaczęłam szukać sposobu na to, by odłożyć na emeryturę.

W Polsce emerytura nie wygląda wesoło. Średni dochód polskiego emeryta to 1433,24zł netto. Średnie miesięczne wydatki wynoszą aż 1221,01zł, z czego ćwierć stanowią wydatki na żywność.

Obecnie emerytów w Polsce jest 6 253 303, jednak w 2050 roku, czyli w roku naszych emerytur będzie ich aż 9 939 000, czyli prawie 10 milionów. Co to oznacza? Że na jedną pracującą osobę będzie przypadało aż pięciu emerytów. Przerażające, prawda?

Na szczęście nie jesteśmy skazani na tę emerycką apokalipsę, ale nic samo się nie zrobi, dlatego trzeba działać na własną rękę. I bądźmy szczerzy: na emeryturę trzeba sobie odłożyć.

Jak więc sprawić, by było to bezbolesne i by oszczędności nie traktować jako kosztu, a inwestycji?

Zacznijmy jednak od tego, jaki sposób oszczędzania wybrać. Skarpeta, czy lokata? Skarpeta jest dość archaiczną metodą, która nie pomnaża naszego kapitału, co z kolei robi lokata. Niestety, zyski z lokaty w perspektywie oszczędzenia sobie na resztę życia, mogą okazać się zbyt małe. 

Do celów oszczędzania na emeryturę powstały specjalnie dwa rodzaje kont, czyli Indywidualne Konto Emerytalne (IKE) oraz Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE). Co to takiego?

To metody indywidualnego zabezpieczania emerytalnego w ramach III filaru, w dodatku powiązane z ulgami podatkowymi. Zyski z inwestowania środków gromadzonych na IKE – w przypadku spełnienia ustawowych warunków do ich wypłaty – są zwolnione z podatku od zysków kapitałowych, tzn. nie są pomniejszone o 19% podatku kapitałowego.

Gdy mówimy o inwestowaniu w IKE korzyść podatkowa polega na tym, iż nie musisz płacić podatku od zysków kapitałowych, nazywanego podatkiem Belki, który wynosi 19% (zwolnienie z podatku Belki), zaś w przypadku inwestowania w IKZE istnieje możliwość odliczania dokonywanych na Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego wpłat od swojej podstawy opodatkowania i w ten sposób pomniejszyć swoje zobowiązania podatkowe.

Brzmi enigmatycznie? Przyjrzyjmy się zatem liczbom.

 

 

Brzmi trochę sensowniej, niż półtora tysiąca złotych, które wydasz na czynsz, żywność i najpotrzebniejsze rzeczy, prawda?

Kiedy najlepiej zacząć oszczędzać? 

Tutaj nie ma czarów – im wcześniej tym lepiej. Z pustego i Salomon nie naleje, więc dokładnie tyle pieniędzy ile odłożysz, tyle będzie na Ciebie pracować. 

Zauważyłam również ostatnio pewien trend, że ostatnio modne jest korzystanie ze sprytnych sposobów na oszczędzanie. Żyjemy w czasach rozhulanego konsumpcjonizmu, który ma świadczyć o naszym statusie społecznym, więc konsumujemy miesięczny budżet na bieżąco i niejednokrotnie do zera. Ale być bez kasy pod koniec miesiąca nie jest wcale fajne. Warto więc mieć zapas finansowy. Jak więc oszczędzić?

Jak zatem odłożyć, by Cię nie bolało? 

Sposobów jest kilka i wszystkie opierają się na prostej zasadzie: na systematyczności. Patenty, które pomogły mi oszczędzać, a naprawdę nie potrafię sobie odmawiać przyjemności to:

Stałe zlecenie ustawione na dzień wypłaty, które bez mojej wiedzy przelewa 15% mojej wypłaty na konto oszczędnościowe. 15% to kwota praktycznie nieodczuwalna w miesięcznym budżecie, a jednak jest na tyle konkretna, że pozwala mi odłożyć kilkaset złotych miesięcznie.

Smart Saver czyli zaokrąglanie kwot. Dziś większość banków oferuje tę usługę u siebie, a ja uważam ją za przełomową. Wystarczy, że ustawisz sobie opcję zaokrąglania kwot do 5zł lub 10zł przy każdej transakcji bezgotówkowej. Jak to wygląda w praktyce? Tak, że za krem do rąk w sklepie płacę 11zł, jednak na koncie widzę transakcję na 20zł. 11zł powędrowało na konto sklepu, a 9zł na moje konto oszczędnościowe, gdyż ustawiłam sobie zaokrąglanie do 10zł. Jeśli dużo płacisz kartą, uwierz mi, że w miesiącu kompletnie bezboleśnie i nieświadomie zaoszczędzisz około 600zł.

Tak zaoszczędzoną kasę mogę sobie podzielić na dwie kupki i jedną przeznaczyć na oszczędności na wakacje, a drugą kupkę przelewać na IKE lub raz w roku na IKZE. I żeby mnie to nie bolało, również mogę to robić poprzez stałe zlecenie.

IKZE to sposób oszczędzania, który może spodobać się osobom, które lubią niezbyt częste rytuały. Środki na IKZE bowiem wpłaca się raz w roku, ale za to z dużą korzyścią. W IKZE ma zastosowanie ulga podatkowa polegająca na możliwości zmniejszenia swojego zobowiązania podatkowego poprzez pomniejszenie podstawy opodatkowania o kwotę wpłat dokonanych w danym roku kalendarzowym w ramach IKZE. Czyli to, co wpłacimy w danym roku, możemy odjąć od naszej rocznej podstawy opodatkowania. Dla mnie brzmi super.

A żeby sobie naprawdę przemówić do rozsądku i pozbyć się wrażenia, że pozbawiam się możliwości kupienia kolejnej fajnej torby, albo bluzki i New Balance’ów (czyli obuwia potwierdzającego pewien status), to myślę o tych wszystkich planach, które mam na emeryckie życie, codziennie rozpoczynające się kawką i świeżą bułeczką.

***

Jestem Klientką NN Investment Partners TFI od dwudziestu lat. Oczywiście najpierw zadecydowali za mnie rodzice, ale gdy mogłam już sama podejmować decyzje, zdecydowałam się pozostać w NN. Dlatego też, gdy dostałam zaproszenie do współpracy z marką, zdecydowałam się na nią bez wahania. Mam nadzieję, że ten wpis natchnął Was do przemyślenia kwestii oszczędności i inwestycji we własną, dość niepewną przyszłość.